20120408

W jaki sposób przygotować się do ceremonii Ayahuascowej?

Przede wszystkim należy mieć na uwadze, że Ayahuasca jest silnym narzędziem neurochemicznym w dostrajaniu indywidualnej percepcji do morficznych światów istniejących na częstotliwościach zwykle niedostrzegalnych gołym okiem i przez wielu niepostrzegalnych w neutralnym stanie zmysłowym. Jest to również biochemiczne oprogramowanie, które pozwala na operowanie zwiększonym pasmem przepływu subtelnych fal, drgań na poziomie kwantowym, co skutkuje wyostrzonym czuciem ruchów energii w ciele oraz wokół. W konsekwencji zindywidualizowana forma percepcji, która jest zestawem cech i atrybutów określanych przez ludzi, jako JA; nagle staje przed obliczem wielu różnych istot, wielu światów, których istnienia wcześniej sobie nie uświadamiał lub miał przebłyski w postaci snów, spontanicznych wizji w głębokich stanach transowych itp. Zmieniają się perspektywy postrzegania rzeczywistości sprzężone z cechami osobowymi filtrującymi przetwarzaną przez umysły przestrzeń. Przywiązanie i połączenie z nabytymi cechami, z naszym JA, w miarę postępowania praktyki zaczyna się uelastyczniać (upłynniać). Jesteśmy konfrontowani z naszą podświadomością oraz wszystkim co do siebie przyciągamy lub przyciągnęliśmy. Proces ten można wykorzystać na wiele różnych sposobów i to od treningu i uważności każdego człowieka zależy jaką drogę skalibruje dla siebie i w jakich warunkach będzie kontynuował przygodę na Ziemi.

Z tego punktu możemy rozwijać dwie zasadnicze drogi zgłębiania światów nielokalnych: 1) Rozbudowa ezoterycznego EGO - spotykałem wiele osób długotrwale praktykujących z Ayahuascą i wyczuwałem w nich dość spore dysonanse energetyczne, traktowanie innych z góry lub nawet demoniczną aurę. Spryt różnego rodzaju istot rezydujących w środowisku nielokalnym polega na imitacji sojuszników i wciąganie w coraz to bardziej rozbudowane scenariusze, które są pożywką dla EGO, dając poczucie wyższości i władzy. Techniki są subtelne, zatem osoba angażowana w ten rodzaj gry na tyle ufa "przewodnikom" i "nauczycielom", że zamiast klarować mechanikę i struktury głębszego podłoża egzystencji, sprawia że potrzebuje stopniowej, zhierarchizowanej wiedzy tajemnej, która niejednokrotnie jeszcze mocniej gmatwa proste prawa Wszechświata. Mnogość światów i ich aspektów jest tak ogromna, że nie wyćwiczona jednostka będzie wręcz omamiona przez pewne kolektywy istot; 2) Eksploracja poza EGO (płynne EGO mode ON) - Istota po rozpoznaniu swojej prawdziwej natury, powróceniu z podróży poza wszelkimi wątpliwościami, jedności z powrotem do rzeczywistości, w której obowiązującym paradygmatem postrzegania jest zbiorowa iluzja dualności, jest bardzo uważna i wyczulona na wszelkie zniekształcenia pierwotnej świadomości przepływu życia. Będzie znacznie mniej podatna na wszelkie manipulacje, a doświadczając odmiennych stanów świadomości praca będzie raczej ukierunkowana na zgłębianie tajemnic nieskończoności i struktur Pustki oraz celebracja spontanicznego przepływu życia przez życie samo w sobie, takim jakie ono JEST. Ayahuasca w tym wypadku będzie wydajnym narzędziem do eksploracji nadprzestrzeni i zwyczajnie uczestnictwa w nieustannej przygodzie kosmicznej, w której każdy byt bierze udział. Szerzej o płynnym EGO pisałem tutaj:

Nie oznacza to, że któraś z dróg jest niewłaściwa lub że to co przedstawiłem jest ostateczną klasyfikacją. Każde przeżycie psychodeliczne jest uwarunkowane wieloma zmiennymi i cechami indywidualnymi istoty. Ciężko silić się w tym miejscu na próbę zbiorowego i końcowego zdefiniowania głębokich stanów mistycznych (w tym wypadku przy wsparciu narzędzia o nazwie Ayahuasca). Wracając do rozpoczętej myśli, nic nie dzieje się bez przyczyny i każdy przyciąga tego typu zapłonowe punkty na swojej życiowej ścieżce, jakie są mu często w danej chwili potrzebne. Pod tym kątem chyba najzdrowiej na to spojrzeć, gdyż jest dostatecznie wiele informacji w nas lub w dostępnych dla ogółu przestrzeniach, aby wypracować unikalny system ochrony lub rozpuścić iluzje oddzielające ludzi od autentycznego doświadczenia ich samych. Dlatego dziele się swoimi uwagami, ale mam jednocześnie świadomość, jak wiele osób i tak nadal będzie robiło "swoje" i to jest w życiu piękne, bo na tym etapie rozwoju naszej cywilizacji, zbiorowo nie możemy postrzegać procesów przyczyny i skutku w ich najgłębszej, najbardziej intymnej formie, gdzie być może wszystko dąży do ciągłej równowagi, balansu oraz ekspansji i pogłębieniu różnorodności.

Inną ważną sprawą jeśli chodzi o Ayahuasce jest jej zakres działania, a także więzi jakie zostały ustanowione za jej pomocą ze światami nielokalnymi. Szamanizm to inżynieria i modulacja rzeczywistości niematerialnej wraz z rezonacyjna falą zwrotną w postaci określonych skutków i materializacji w świecie makroskopowym. Przez tysiąclecia za pomocą Ayahuasci eksplorowano i ustalano nowe sieci powiązań z różnymi światami. W pewnym momencie w tych sieciach zaczęły się tworzyć specyficzne prawa i mechanizmy z nimi związane. To oznacza, że zostało wypracowanych wiele dróg i krętych korytarzy biegnących nielokalnymi szlakami morficznymi. Przyjmując Ayahuasce z pewnością wiele z tych sieci i tradycji będzie miało wpływ na nasze doświadczenie. Wytrenowana jednostka będzie w stanie postrzegać rytualne nakładki i cieszyć się czystym doświadczeniem. Dla niewytrenowanej jednostki będzie to równie fascynująca przygoda, ale leżąca dużo bardziej poza kontrolą (chociaż i w tym wypadku nie jest to regułą, gdyż niektórzy otrzymują sporo wsparcia po drugiej stronie). W każdym razie w związku ze wszystkim powyższym, forma rytuału i ten kto go przeprowadza jest bardzo istotna, a ceremonia przeprowadzona przez nieodpowiednią personę może pod płaszczykiem pięknych wizji, odbić się później w dość nieprzyjemny sposób (ale tutaj też jest to sprawa indywidualna - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia).

Dieta: 

W zakresie diety istnieje bardzo szeroki wachlarz różnych tradycji, które inaczej lub w sposób mniej lub bardziej zmodyfikowany podchodzą do tego tematu. Zbierając to wszystko do kupy i na bazie własnego doświadczenia wymienię kilka punktów stycznych odnośnie diety

- chodzi tu głównie o przygotowanie i detoksykację ciała
- należy odżywiać się zdrowo (jeść dużo warzyw, owoców, jarzyn)
- wstrzemięźliwość seksualna bardzo wskazana
- podobnie jak i dieta wegetariańska preferowana
- bezwzględny zakaz spożywania czerwonego mięsa
- ograniczenie do minimum soli i cukru
- zakaz przyjmowania leków antydepresyjnych z grupy SSRI (inhibitory selektywnego wychwytu serotoniny), tego typu interakcje mogą spowodować nawet śmierć (leki należy odstawić najlepiej 3-5 miesięcy przed ceremonią)
- zakaz spożywania roślin i pokarmów, które podwyższają poziom serotoniny w mózgu bezpośrednio przed ceremonią
- na własną odpowiedzialność przed ceremonią możemy zażyć LSD, meskalinę lub psylocybinę (intensywność doświadczenia najprawdopodobniej zostanie znacznie spotęgowana)
- picie dużej ilości płynów (głównie wody ze wsparciem koktajli, przetworów owocowych)

Kiedy ciało będzie oczyszczone wymioty podczas ceremonii ustaną, dietę będziemy mogli wówczas dowolnie modulować zachowując rzecz jasna odpowiedni balans i umiar. Niektórzy szamani tak długo byli na diecie, że teraz odbijają sobie jedząc słodkie i smaczne ciastka i nie rozumiem krzywych spojrzeń białych w stosunku do takich szamanów ("że niby jak to szaman, a wtranżala słodkości"); w końcu życie to też i słodycze, nie są odseparowane od życia, są ich nierozerwalną częścią lub zwyczajnie po takim bagażu doświadczeń chłopom należy się też coś od życia.

Jeśli chodzi o ukierunkowaną dietę w konkretnej praktyce i tradycji, sprawa wygląda już nieco inaczej. Badając i zgłębiając systemy szamańskie napotykamy jasne techniki, które umożliwiają pogłębione odczuwanie, odbieranie bytów roślinnych. Mówi się o tym Plant Spirit Shamanism lub inaczej nauka u Roślin Nauczycieli. Wówczas, aby umieć dostrajać się w sposób bardziej wydajny do ducha nauczającej nas rośliny, przewidziana jest specjalna dieta prowadzona tylko z wybranym gatunkiem roślin lub ewentualnie wsparta kilkoma najbardziej podstawowymi produktami spożywczymi. Przez kilka lub kilkanaście dni trenująca jednostka pije napary, wywary lub odwary z wybranego gatunku rośliny, zjada ją oraz kąpie się w niej. Wedle tradycji to wzmacnia więź z daną rośliną, a także automatycznie z całą biosferą i Pachamamą. Umożliwia jednostce sprawniejsze badanie subtelnych struktur stabilizujących i osadzających spirale życia w biosferze ziemskiej.

Ćwiczenia i przygotowania:

Istnieje szereg technik, które możemy wykorzystać w naszej przestrzeni do: pogłębienia doświadczeń podczas ceremonii Ayahuascowej, pogłębienia naszej relacji z naturą, pielęgnowania wewnętrznych procesów uważności, zwiększenia intensywności doświadczeń psychodelicznych zarówno wywołanych naturalnie i spontanicznie, jak również przy użyciu zewnętrznych narzędzi. Tutaj wymienię kilka istotnych...

1. Uważność - ćwiczenia w uważności to szeroki temat, ale ogólny koncept polega na wyciszeniu i swobodnej obserwacji personalnej przestrzeni, bez angażowania się w jakikolwiek ładunek emocjonalny. To próba postrzegania pojawiających się i znikających myśli jako coś dziejącego się równocześnie z nieprzeniknioną ciszą i spokojem oceanu życia przepływającego przez każdą chwilę. Dzięki tym ćwiczeniom możemy postrzec prawdziwą naturę myśli, zobaczyć ich mechanikę i nie dawać się łapać na emocjonalno-karmiczne gry. Za pomocą tej tylko techniki, prowadzonej sumiennie, można się oświecić.

Przeznaczajmy codziennie godzinę na siedzenie i obserwacje naszej przestrzeni. Na początku utrzymywanie stanu biernego obserwatora i nie angażowanie emocjonalne w napływające obrazy odczucia może sprawiać trudności, ale w miarę postępowania praktyki, będziemy postrzegać, że nie ma sprzeczności, nie musimy się wysilać, wszystko przychodzi naturalnie i jednoczesne istnienie pojawiających się i znikających myśli wraz z wszechowładniającym uczuciem spokoju na widok nieskończonego przepływu życia, będzie coraz bardziej komfortowe.

W trakcie naszej codziennej aktywności również możemy ćwiczyć uważność. Zdystansujmy się do naszych struktur osobowych na tyle, na ile tylko potrafimy i obserwujmy siebie w interakcjach z matrixem: dlaczego dane osoby wywołują w nas takie uczucia, a nie inne, dlaczego dajemy się wciągać w jakąś emocjonalno-myślową rozgrywkę i czy przypadkiem to wszystko nie dotyka raczej naszych wyobrażeń o nas samych, niż faktycznie tego, czym jesteśmy. Istotne jest tutaj pielęgnowanie perspektywy nieskończoności. Świadomość uczestnictwa w niewyobrażalnej zabawie w życie, w jednym z nieskończonych Wszechświatów, zawierającym biliony galaktyk, ciężkie do zliczenia układy gwiezdne i planety, które są jak ziarnka piasku na wielkiej, samostwarzającej plaży życia. Wzięcie pod uwagę wieku przeciętnej ludzkiej przygody w ciele i wieku tylko jednego, znanego nam Wszechświata (tu chodzi o wiele miliardów lat). Z taką perspektywą niezwykle trudno będzie zaburzyć nasz spokój, wkręcić w gry rozgrywające się w sferach wyobrażeń. Przypomnijmy sobie dzieciństwo - kiedy płaszcz nieskończoności, poczucie nieustannej wydarzającej się i pięknej w swej prostocie przygody zwanej życiem towarzyszyło każdemu z nas, było integralną częścią naszej egzystencji wespół z całą burzliwością dziecięcego i młodzieńczego sposobu patrzenia na świat.

Więcej różnych wskazówek i technik można znaleźć na moim blogu: http://www.neurogeneticsinstitute.blogspot.com/

2. Praca ze snami - większość doświadczeń mistycznych i psychodelicznych łączy się ze sferą snu. Dlatego, że szyszynka oraz psychoaktywne molekuły mają z dobową regulacją cyklu snu i samymi snami wiele wspólnego (np. ibogaina jest analogiem melatoniny). Ważnym elementem jest więc sumienne prowadzenie dziennika snów. Zapisywanie szczegółów, ich porównywanie, łączenie, dekodowanie. To niesamowita przygoda, a jednocześnie okazja, aby przepracować wiele lekcji z podświadomością i zaoszczędzić psychodelikom roboty, wówczas pokażą nam coś ciekawszego. Praktyka ze snami wypracuje w każdym z nas unikalny system wywoływania Świadomych Snów, a ich opanowanie jest bardzo dobrym przygotowaniem do niemal każdego typu doświadczenia psychodelicznego i mistycznego.

3. Ruch i kontakt z naturą – jest bardzo ważnym elementem, ponieważ pozwala obudzić w nas pierwotną iskrę-połączenie z biosferą. Jeśli mamy taką możliwość, to spędzajmy możliwie jak najwięcej czasu w lesie, na łonie przyrody. Przypomnijmy sobie jak to jest chodzić boso po trawie, stąpać bosą stopą po świeżym mchu. Przytulajmy się do drzew, nauczmy się znów z nimi rozmawiać. Siadajmy częściej na korzeniu i medytujmy słuchając odgłosów wydarzającego się cudu życia i kołyszących się na wietrze drzew, które grają melodie specjalnie dla ciebie. Taka praktyka wzmocni nasze zmysły i więź z Pachamamą, roznieci w nas wewnętrzny, archetypiczny, magiczny płomień pasji. Będzie to płomień wojownika, a jednocześnie wrażliwego na piękno obserwatora.

Biegajmy, cieszmy się życiem, nauczmy rozpoznawać lokalne rośliny, następnie zbierać je, przyrządzać i zjadać. To przywoła w nas bardzo miłe wspomnienia, kiedy wszyscy żyliśmy w zaawansowanej integracji z systemem biosfery, kiedy byliśmy całościowo świadomi fenomenu i piękna samoorganizującej się i osadzającej spirali życia w systemie planetarnym. Aspekt dziecięcy jest tu również znaczący: przypomnijmy sobie czasy kiedy każdy odczuwał wzmożone oddziaływanie płaszcza nieskończoności, który sprawiał, że odbieraliśmy rzeczywistość jako wieczną przygodę, nieskończony przepływ życia przez najdrobniejszą chwilę i to charakterystyczne poczucie zawsze było aktywne w tle, obok całej burzliwości dziecięcego i młodzieńczego modelu poznawania rzeczywistości. W istocie to nigdy nas nie opuściło, ale system funkcjonujący obecnie na Ziemi, w miarę naszego dorastania i stawania się coraz bardziej „poważnym” uczestnikiem gry, próbuje zgasić w nas owy pierwotny blask. Nie potrzebujemy jednak wiele, aby znów go w sobie rozbudzić. Wystarczy sumienna praktyka, ale patrząc na niemożliwe do wycenienia profity – nie jest to zbyt wiele.

4. Inne psychodeliki – dobrym treningiem przed właściwą ceremonią Ayahuascową jest zażycie grzybów psylocybinowych. W odpowiedniej dawce i przy zastosowaniu zasad rytuału (ciemne pomieszczenie, stymulacja dźwiękowa) możliwa jest indukcja doświadczenia niemal identycznego z przeżyciem podróży z amazońską miksturą. W końcu dostarczamy do organizmu DMT (a ściślej 4-PO-DMT) tylko w nieco innej chemicznie formie. Jako środek wspomagający ćwiczenia uważności, upłynnianie struktur osobowych, całkiem nieźle sprawują się konopie indyjskie. Zastosowane w kontekście rytualnym, niezbyt często i niedługo, mogą przyczynić się do postępów w praktyce, a także do nauki odczuwania ruchów energii w ciele i otoczeniu.
O grzybach psylocybinowych w szerszym zakresie można przeczytać tutaj:http://botanicscience.blogspot.com/2010/02/rodzimy-krasnal-wolnosci-czyli-ysiczka.html

Powyższe cztery punkty są według mnie istotne przy wchodzeniu w relacje z jakimkolwiek systemem technik duchowych oraz w pracy z psychodelikami. Warto mieć na uwadze, że rozpoczynając pracę z Ayahuascą logujemy się również do sieci tradycji i wytyczonych powiązań ze światami nielokalnymi ustabilizowanymi przez przeróżne systemy szamańskie na przestrzeni tysięcy, a może i nawet więcej lat. Śmigamy pomiędzy relacjami, w których czarna magia zaczyna działać. Dlatego do tych tematów należy podejść z dużą dozą ostrożności. Najlepszą ochroną przed tzw. brujeriją (czarnoksięstwem) jest ćwiczenie uważności i rozpoznanie swojej natury, stanie się świadomym przepływu nieskończoności w chwili obecnej i jedności, która unifikuje oraz jest rusztowaniem dla wszystkich dualizmów. Warto też przyjrzeć się bliżej dlaczego tak wielu ludzi przez lata praktykujących z Ayahuascą mają rozdmuchane EGO, traktują innych z wyższością (szczególnie tych mniej doświadczonych spirytualnie, cokolwiek to dla nich znaczy), a Ayahuasqueros toczą między sobą waśnie. Już sam fakt powyższych słów powinien postawić nas w pełnej gotowości podczas przystępowania do różnych systemów ezoteryczno-szamańskich. Kiedy w świecie dwuwymiarowym istota z trzeciego wymiaru zechce się przejawić, może imitować coś, co zostanie odczytane przez mieszkańców świata 2D jako zjawiska nadprzyrodzone, boskie, objawione itp. Nie oznacza to jednak, że trójwymiarowa istota ma na pewno czyste i bezinteresowne intencje. Taką samą analogię można zastosować do naszego świata i obcowania z Ayahuascą, czyli narzędziem dostrajającym percept do rzeczywistości operujących na znacznie szybszych częstotliwościach.

Wiele osób traktuje szamanizm jako nieskazitelny system głębokiej pracy z rdzenną świadomością natury. To jest po części prawda, ale nie należy zapominać, że istoty, którym elity oddają cześć i których czczono w wielu starożytnych kulturach operują na częstotliwościach niewidzialnych gołym, ludzkim, niewytrenowanym okiem. Szamanizm od początku był głęboko zazębiony z tymi istotami, które doskonale zdają sobie sprawę z potencjału tkwiącego w zjednoczonej sile wszystkich szamanów, ich uczniów i otwartych na tę wiedzę białych mieszkańców cywilizacji amnezji. Dlatego istnieje wiele warstw subtelnej manipulacji, wiele warstw kontroli w światach nielokalnych. Stąd kwestia rytuału i tego kto go odprawia jest tak ważna.

Trochę informacji technicznych: Serotonina, iMAO i SSRI
Serotonina to ważny neuroprzekaźnik systemu nerwowego człowieka. Znana jest również pod nazwami 5-hydroksytryptamina lub 5-HT. Produkujemy ją w mózgu oraz układzie trawiennym. Odpowiada za funkcje przystosowania psychospołecznego, stany emocjonalne, umiejętność radzenia z problemami, postrzeganie jednostki w systemie społecznym i czerpanie satysfakcji z życia. Niedobory serotoniny skutkują depresją, nadpobudliwością nerwową, myślami samobójczymi, myślotokiem, czy niepokojem. Powstaje z podstawowego aminokwasu organizmów żywych L-tryptofanu. Ma również związek z cyklem snu, ponieważ jest prekursorem melatoniny – substancji uwalnianej przez ludzi podczas snu lub/i w stanach medytacyjnych, transowych. Zaburzenia gospodarki serotoninergicznej mogą mieć różne podłoża, m.in. mała ilość tryptofanu, która z kolei oznacza brak wystarczającej ilości budulca do produkcji; zbyt chciwy pobór serotoniny ze szczeliny synaptycznej; nadaktywność enzymów metabolizujących serotoninę, która szybko się rozpada i nie przekracza bariery krew-mózg.

Zasadniczą funkcją serotoniny jest działanie hamujące, inhibitujące wewnątrz złożonego systemu ścieżek neurochemicznych w ośrodkowym układzie nerwowym. Zwiększony poziom serotoniny między synapsami skutkuje uczuciem rozluźnienia mięśni, lekkości ciała, zdystansowaniem do EGO, łatwością w rozwiązywaniu problemów, nawiązywaniu komunikacji oraz lekkością w przetwarzaniu informacji i myśli. Większość serotoniny w ustroju jest metabolizowana do kwasu 5-hydroksyindolooctowego (5-HIAA) przez monoaminooksydazę (MAO), która jest enzymem dezaktywującym serotoninę, przez co nie dostaje się ona do krwioobiegu i w konsekwencji do mózgu. Inhibicja MAO powoduje gwałtowny wzrost koncentracji serotoniny w mózgu. Nowoczesne leki antydepresyjne wykorzystują mechanizm iMAO w celu podniesienia poziomu neuroprzekaźnika serotoninowego przez blokowanie selektywnego wychwytu zwrotnego serotoniny. Poza tym w organizmie człowieka serotonina może posłużyć jako prekursor do produkcji 5-metoksy-N,N-dimetylotryptaminy (5-MeO-DMT), silnej substancji psychotropowej oraz 5-hydroksy-DMT (bufotenina), która również wykazuje właściwości psychoaktywne (głównie po dostarczeniu z zewnętrznego źródła w odpowiedni sposób, bowiem przyjmuje się, że bufotenina nie przenika z krwi do mózgu).

Syndrom serotoninowy to zatrucie wywołane przez połączenie inhibitorów MAO z innym środkiem serotoninergicznym (szczególnie chodzi o inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny) w efekcie dochodzi do znacznego wzrostu poziomu serotoniny przez zablokowanie jej podstawowych ścieżek metabolicznych przez iMAO i ich ponownym wykorzystaniu przez wychwyt do neuronów presynaptycznych. Syndrom ujawnia się z reguły w dwie godziny po spożyciu iMAO i SSRI, a jego objawy ustępują w ciągu 6-24 godzin. Dlatego Ayahuasca nie powinna być przyjmowana przez osoby zażywające leki antydepresyjne oraz leki serotoninergiczne innego typu. Do objawów Ss należą wymioty, drżenie mięśni, gorączka, niemiarowość serca, niewydolność nerek i śpiączka prowadząca do śmierci. Po spożyciu samej Ayahuasci poziomy serotoniny w mózgu nie dobijają do metrum toksyczności, chociaż tetrahydroharmina (THH) posiada zdolność inhibicji zwrotnego wychwytu serotoniny, to jest ona znacznie słabsza niż pokaźna aktywność SSRI w tym aspekcie. Osoby przyjmujące SSRI mogą mieć aktywne składniki leków w krwioobiegu nawet kilka tygodni, zatem zaleca się zrobienie sobie minimum 8-tygodniowej przerwy przed ceremonią Ayahuascową, od czasu przyjęcia ostatniej dawki SSRI lub innego serotoninergika.

20120221

Oświecenie - Advaita - Brahman - Nirvana - Prana i Katana :)


Nie ma czegoś takiego jak oświecenie. Szukanie oświecenia oznacza, że przegapiasz esencje w doświadczeniu dnia codziennego. Oświecenie nie istnieje w formie jaką ludzie nadają tej nazwie. Gdyby istniała formuła sprawiająca, że ktoś może poznać całościową naturę wszechrzeczy, zamknąć w jakiekolwiek skończone ramy, to co wieczne, nieskończone, stale rozszerzające i tworzące się, to na dłuższą metę byłoby to nudne. Tak złożony i przekraczający bariery wyobraźni Wszechświat, nie byłby zgodny ze swoją naturą jeśli w którymś momencie osiągalibyśmy poziom, z którego nie moglibyśmy iść dalej. Błąd tkwi tutaj już w samej podstawie: nieskończoność nie może mieć skończonej formy". Zatem jeśli szukasz, dążysz do oświecenia jako stanu wszechwiedzy, zapomnij o tym. Wszystko co trzeba masz przed oczami w każdym momencie, chwili dziejącej się na Ziemi.

Być może ktoś studiujący nauki ZEN po przeczytaniu pierwszego akapitu, w jakiś sposób nawet się oburzy lub będzie bawił się myślami typu "Jak to nie ma oświecenia? Przecież studiuję nauki oświeconych mistrzów". Zatem, aby urozmaicić zabawę śpieszę dodać, że warto czasem wstrzymać osąd zlepka słów i z otwartym umysłem przeczytać do końca.

Tajemnica nieskończoności

Nieskończoność nie jest skończona. Istnienie istnieje od zawsze. Nawet jeśli zbyt abstrakcyjne wydaje się stwierdzenie "istnieje od zawsze", nie ma to znaczenia. Jeśli przed istnieniem był inny rodzaj istnienia, to analogicznie do narodzin dziecka, nasza przygoda rozpoczyna się wraz z zaistnieniem. Jeśli zaistnienie rozciąga się na nieskończoność, opadają zasłony abstrakcji - istnienie jest od zawsze. Jedyne czego potrzeba istnieniu, to nieskończoność. Nieskończoność jest przestrzenią, a istnienie jej wypełnieniem pozwalającym istnieniu bawić się w odkrywanie siebie. To z czego zdają sobie sprawę ludzie uchodzący za oświeconych, to przepływ istnienia przez nieskończoność. To odkrycie, że wszystko co dzieje się i działo do tej pory jest jednym i tym samym, trwającym wiecznym poznawaniu samego/samej siebie przez istnienie kąpiące się w nieskończoności. Zdają sobie sprawę, że mieli to przed oczami, w każdej chwili doświadczenia dnia codziennego. Ten moment rozpoznania jest niezapomniany. Dlatego nie ma czegoś takiego jak oświecenie, nie ma też czegoś takiego jak rozpoznanie natury wydarzania się zjawisk, ale te dwie nazwy zdają się zbliżać do nieopisywalnego. Dlatego są poprawne i błędne w jednym momencie, gdyż esencja wydarzania się zjawisk jest poza tym, przepływa pomiędzy tym i jest cały czas w naszym zasięgu wzroku i czucia.

Często mówi się, że po rozpoznaniu nic się nie zmienia i faktycznie nic się nie zmienia. Aczkolwiek w tym samym momencie wypełnia cię głębia przestrzeni, która wpuszcza i wypuszcza wszystkie zjawiska w jednym momencie. Synchronizuje i cyrkuluje wszystkie Wszechświaty będąc nośnikiem Istnienia. Spontanicznie wyzwala się radość i zrozumienie, że każdy już jest na wygranej pozycji, każdy jest równym współtwórcą i uczestnikiem zabawy i każdy robi to na sobie najlepiej znany sposób. Chwila obecna, moment teraźniejszości jest punktem zero spajającym nieskończoność z istnieniem. Z racji tego, że każdy punkt istnienia jest zakotwiczony w nieskończoności więc zawiera informację o całości, dostrzeżenie tego spoiwa jest rozpoznaniem natury wydarzania się zjawisk. Nie oznacza to zakończenia rozwoju, zastopowaniu przygód w kontinuum lub jakimkolwiek innym miejscu. To, że rozpoznaliśmy i nauczyliśmy mimowolnie świadomie spostrzegać przestrzeń i istnienie, nie powoduje zatrzymania ekspansji Wszechświata, nie powoduje żadnych zmian w nieskończoności. W istocie zaczynamy postrzegać to czym ona i wszystko zawsze było. Jeśli można to do czegoś porównać choć w małostkowym ujęciu porównam to do: wyjścia na zewnątrz, spojrzenia na wszystko łącznie z niebem, gwiazdami, galaktykami i uśmiechnięcie się z powodu patrzenia na siebie samego, na swoje dzieło... ptak siedzący na drzewku obok jest wówczas pełnoprawnym kompanem i współtwórcą tego co się wydarza... ćwir ćwir i JEB go z lasera, a co się będzie panoszyło ptaszysko... tylko JA jestem twórcą tego co się dzieje, wszystko inne jest moim odbiciem w różnych wariacjach hahahahh kiedy to czytasz jak czujesz się z myślą, że jesteś tylko niedoskonałą wersją MNIE, a ja utrzymuje wszystko jednako w kiści HAHA skoro już sobie to wyjaśniliśmy to mogę podać numer konta, na który będę przyjmował dobrowolne darowizny od osób, które dziękują mi, iż umożliwiam im współtworzenie Kreacji wraz ze MNĄ. Im wyższa darowizna, tym mocniej będę myślał o danej swej części dzięki czemu odciśnie bardziej wyraźny ślad na matrycy. Chętnie przyjmuje również kosztowności, samochody, różne zabawki technologiczne itp. Komorowski to do ciebie - przydałby mi się DeLorean z darmowym tankowaniem na kilka lat - czekam. Brzeziński teraz ty - weź już wejdź do tego swojego bunkru z kolegami i nie wychodź stamtąd dopóki ci nie powiem ok? Teraz przesłanie do liderów ONZ i Watykanu - weźcie zorganizujcie jakąś akcję humanitarną na Księżycu i Neptunie, tam was chyba bardziej potrzebują.

PS. Zapewne zastanawiacie się czemu dodałem taką końcówkę, może ona budzić u kogoś szereg myśli, ocen, emocji itp. Nie dbam o to, bo ten szereg będzie oscylował jedynie wokół wyobrażeń. Prawdziwa wolność, to wolność od jakichkolwiek osądów własnych lub wyobrażeń innych ludzi o tobie. Egzotyka istnienia polega na tym, że każdy może być wszystkim. Mogę stworzyć wiele swoich AlterEgo i bawić się nimi poprzez synchron nieskończoności i nie oznacza to, że przywiązuje się do jakiegokolwiek napisanego tutaj słowa. Cały ten blog i jakakolwiek treść napisana przeze mnie w internecie nie istnieje, a jednocześnie czytacie ją. Jednak to co teraz czytacie nie jest moje, właściwie to jest niczyje, a jednocześnie wasze, bo nie ma tego, kto interpretuje ten tekst... istnieją tylko wyobrażenia i wariacje na temat tekstu. Za każdym razem to działa jak lustro :) Życzę wszystkim dystansu do siebie i gruzowania iluzji.

20120216

Nie bierz niczego na serio - skorzystaj z okazji jaką daje nam natura

Zauważyłem, że ostatnio u wielu osób nasila się pewien rodzaj konfliktu wewnętrznego, jakby każdy stawał naprzeciw swoim mentalnym koszmarkom pod postacią utożsamiania się z maską wyobrażeń na swój temat. To wygląda jak akceleracja procesu oczyszczenia percepcji i zdania sobie sprawy z rozgrywających się na Ziemi wydarzeń. Nie wiem czy czuje to już większość populacji, czy może określone grupy istot o zgodnych kolektywnych liniach morficznych, które miały być podatne na wyzwolenie (uwolnienie) mechanizmu rozpoznawania iluzji akurat w tym specyficznym czasie. Mniejsza z tym. Wiele osób, które znam przeżywa obecnie coś w rodzaju wewnętrznej walki, występują częste zmiany nastroju, wyrzuty gniewu, poczucie niemocy i inne pochodne reakcje i odczucia pojawiające się w naszej przestrzeni. Jednocześnie jest to okazja do wychwycenia subtelnej mechaniki naszego systemu odbioru informacji. Chodzi o rozpoznanie i infiltrację własnej struktury przekonań, lęków, programów reagowania na określone bodźce... wydrążenie dziury we własnym, ułożonym światopoglądzie i zadanie sobie pytania: Czy jestem naprawdę tym wszystkim o czym myślę, że jestem? Weryfikacja... obserwacja własnej "przestrzeni powietrznej"; pojawia się czysty ładunek myślowy; zakotwicza w naszym umyśle; teraz od nas zależy, jak długo tam będzie i jak wpłynie na nasze zachowanie (reakcje); od nas zależy czy pozwolimy cieszyć się swobodnym przepływem idei, czy potraktujemy jako oręż w walce z samym sobą - wyobrażeniem na temat wszystkiego co widzimy. Wnikliwa obserwacja tego procesu w perspektywie stania "z boku" (np. podczas relaksacji, medytacji, ćwiczeń), pozwoli nabrać czujność i osiągnąć bezbłędny, autonomiczny filtr, który odcedza sztuczne indukcje od czystego aktu przepływu życia. Daje wyczuć się to napięcie, którego przyczyną jest wciąż powtarzająca się historia: wiary w coś, co musi podtrzymywać z uporem system osobowy, jaki ułożyliśmy w toku całego życia. Kłótnia dwóch iskierek nieskończoności, jest kłótnią sztucznych wyobrażeń o nas samych. To polemika dwóch niepowtarzalnych części tego samego rusztowania. Jesteśmy falami jednego oceanu i podświadomie, na najgłębszym poziomie wszyscy o tym wiemy. Czy nasza planeta odbiera z kosmosu energię, która wyzwala sprzyjające warunki do konfrontacji z prawdziwym obrazem życia, takim jaki on po prostu JEST?

Dochodzą do mnie słuchy, że astrofizycy coraz głośniej mówią, że Układ Słoneczny wkroczył w międzygalaktyczny obłok energetyczny, skorelowany z centrum naszej galaktyki. Nikt nie wie jaki wpływ będzie miał tak pokaźny ładunek plazmy o nieznanym działaniu na Ziemię i jej mieszkańców. Jednocześnie wykryto, że Słońce zaczęło emitować nieznane cząstki, które wnikają w ziemską magnetosferę i mają wpływ na zmiany zachowań innych cząsteczek stabilizujących znane nam prawa fizyki. Zatem zdaje się dziać coś, co jest sprzyjającą okazją do uzyskania odpowiedzi na pytanie: czym jestem? Teraz możemy bawić się w spekulacje, ale 2012 rok może okazać się faktycznie rokiem oczyszczenia dla wielu osób, które szczerze spróbują odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Co wówczas pozostanie? Przestrzeń niewzruszona przepływem i wydarzaniem się zjawisk. Przestrzeń podtrzymująca te wszystkie miliardy Wszechświatów dziejących się jednocześnie. Dlatego każda spędzona tutaj chwila jest tak niepowtarzalna i unikalna - ona po prostu wydarza się, przytrafia się, pędzi przez nieskończoność, niezależnie od nas. Każdy może ją przyjąć z radością i scalić się z przestrzenią, pozwolić na swobodną manifestacje chwili lub może zasłaniać sobie dostęp do oceanicznej przestrzeni spokoju i ciszy, utkanymi wyobrażeniami i definicjami na temat teraźniejszości. Być może nas tu nigdy nie było. Kiedy oglądam programy dotyczące astronomii i kosmosu, podawane tam skale (np. nasza galaktyka, która może posiadać ponad pół biliona planet), czuje jak ogarnia mnie oszałamiające uczucie głębi fenomenu życia, świadomości i w ogóle wszystkiego co dzieje się wokół. Czy reakcje i aplikacje mentalne oparte na śmiertelnie poważnym traktowaniu naszej roli w oceanie wydarzania się zjawisk od początku istnienia kosmosu, powoli zaczynają same rozpływać się w konfrontacji z tym czym jesteśmy naprawdę?

Może wszystko, czego potrzebuje od ciebie Wszechświat, to uśmiech dziecka podążającego za niekończącą się przygodą odkrywania tajemnic nieskończoności. Życzę wszystkim w 2012 roku owocnego spostrzegania tego czym jesteście, bycie poza myślami, poza emocjami, bodźcami, a jednocześnie razem z akceptacją wszystkiego co wydarza się w naszej przestrzeni. Jak najczęściej się śmiejmy - śmiech to zdrowie...


20120207

Czy syntetyczne enteogeny mogą podłączać do archetypów mitologicznych w równym stopniu, co substancje psychodeliczne w stanie naturalnym?


Moim zdaniem zależy od rodzaju przyjmowanego syntetyka, personalnego przygotowania jednostki ładującej coś między synapsy oraz kilku innych szczegółów mających charakter subtelny, a wpływających na doświadczenie np. nawet taka „głupotka”, jak: układ planet i energii w danym dniu. Aczkolwiek odpowiadając na bazową podstawę tego pytania, moja odpowiedź brzmi: jasne, że syntetyczne enteogeny potrafią wzbudzić, przywołać, projektować, wyzwolić, indukować doświadczenia mistyczne o charakterze archetypów mitologicznych. W końcu syntetyki najczęściej mają swoje odpowiedniki w naturze. Do tego każda substancja reaguje z metabolizmem organicznym oraz mózgiem, co za tym idzie automatycznie wychwytuje, podłącza, koreluje, pozycjonuje, wzmacnia, bądź zwyczajnie aktywuje te obszary mózgu, aby umożliwić bardziej swobodny i klarowny dostęp do obrazów, emocji, perceptów nabytych podczas życia jednostki, a dalej również wszystkich transpersonalnych, psychodelicznych przeżyć. Dodając do tego koncepcję, że jesteśmy połączeni umysłem zbiorowym lub świadomość zbiorowa determinuje wiele apsektów naszego życia i postrzegania, można wysnuć następujący wniosek: enteogeniczne syntetyki (np. LSD, czyste DMT w formie kryształków, DPT, meskalina i jej shulginowskie pochodne i inne) uaktywniają, stymulują lub otwierają neurochemiczne sekwencje w mózgu, na co dzień przytłumione lub nieaktywne, które wzmacniają i umożliwiają odbiór poszerzonego pasma informacji, a co za tym idzie świadomości zbiorowej, rdzenia wszelkich archetypów. Ponadto nasza świadomość przecież uczestniczy w akcie psychodelicznym jako obserwator, jest tam również nasze EGO (w mniejszej, większej lub znikomej formie), jest i mózg, zatem doświadczenie zależnie od natężenia, może „zahaczyć” o niemal nieskończoną paletę mentalnych zapisów.

W farmakologii czyste, wyizolowane lub zsyntetyzowane związki działają silniej i pewniej niż ta sama molekuła rozsiana gdzieś np. w całej roślinie. Badania potwierdziły, że czyste DMT lub meskalina to doświadczenie bardzo intensywne, wydające się być poza jakąkolwiek racjonalną kontrolą  - to samo wysokie dawki LSD. Skoro działają silniej, to mogą dostrajać percepcję, rozszerzać świadomość nawet i poza archetypy, zapuszczać nas (obserwatorów psychodelicznego misterium) w abstrakcyjne rejony nieskończoności, gdzie dowiadujemy się np. o historii wysoce wyspecjalizowanych technologicznie elfów stwarzających układy gwiezdne lub całe Wszechświaty z zaznaczeniem, że nasz Wszechświat jest atomem znacznie większego organizmu, który doświadcza niezależnie w świecie gigantów kosmicznych, którzy z taką samą ciekawością, jak my badają przestrzeń kosmiczną na ich planecie i zastanawiają się nad zagadnieniem budowy ich Uniwersum :) Kiedy zabieramy się za psychodeliki trzeba być przygotowanym na takie abstrakcje. Przygotowany i wyćwiczony psychonauta powinien charakteryzować się płynnym EGO i świadomością swojej nieskończonej natury. Wówczas pozycja obserwatora doświadczenia psychodelicznego będzie bezpieczna i ciekawa (coś jak nowoczesny survival), ponieważ nie tworzy się wówczas mentalnych wdruków na bazie takiego doświadczenia, a pozwala mu po prostu być i wydarzać się. Historia zna wiele przypadków postradania zmysłów po przyjęciu zbyt dużej lub częstej dawki psychodelików. Dzieje się tak kiedy logiczny umysł nie nadąża za rozpędzoną świadomością, wyłącza się, indukując nieprzygotowanym osobnikom stan nirvany, wolności, zagubienia, przerażenia lub paniki. W tym intensywnym momencie strach najczęściej powoduje konieczność zakotwiczenia doświadczenia na jakimś racjonalnym, twardym gruncie, ale wówczas intensyfikacja zmysłów osiągnęła taką prędkość, że połączenie z logicznym umysłem zostało zwyczajnie odłączone – i nie ma się czego złapać – to jest prawdziwa symulacja stanów schizofrenicznych i wyzwanie dla wielu psychonautów. Na szczęście w większości przypadków działają naturalne mechanizmy obronne, stąd ilość takich ekstremalnych wypadków jest nieporównywalnie mniejsza niż bezpieczny powrót z psychodelicznej podróży. Jeszcze inne jednostki stan Pustki (ze strony logicznego i racjonalnego rajconalizowania) postrzegają jako wyzwolenie i pojmują sens Advaita lub buddyzmu.

Na koniec dodam, że specyfika każdej przygody z psychodelikami jest tak unikalna i złożona, że ciężko rozpatrywać każdą z osobna w ramach próby tworzenia jakiejś zbiorowej definicji. Każdy człowiek jest również istotą, na którą składa się całe jej życie, wszystkie najdrobniejsze chwile spędzone na tym globie. Dołączmy do tego koncept innych rzeczywistości, wielowymiarowości, światów astralnych, mentalnych, zjawiska reinkarnacji itp., wedle której interakcje między nami mogą mieć rodowód pochodzący z nieskończonej liczby róznych Wszechświatów: kiedyś myślałem o tym w ten sposób… skoro żyjemy sobie we Wszechświecie, którego przybliżony wiek szacuje się na 16-18 mld lat; przeciętne życie ludzkie trwa około 60-70 lat; nasza historia na Ziemi oficjalnie ma zaledwie około 3,8 mld lat (dla pierwszych bezkręgowców) i około 10 mln lat (pierwsze hominidy) oraz  około 2,5 mln lat (najstarsi przedstawiciele rodzaju Homo); przyjmyjąc nowoczesne teorie fizyczne na temat istnienia wieloświatów, światów równoległych, w których nasz Wszechświat jest jednym z nieskończonej liczby Wszechświatów, wchodząc w skład SuperGromad, skupiających miliardy różnych Wszechświatów itd.; wobec tego wszystkiego co my możemy wiedzieć o mechanice i fenomenie powstania świadomości oraz ogólnie życia – rdzeń wszystkiego co znamy może wykraczać poza ogólnie przyjętą teorię BigBang; jeśli świadomość istnieje „od zawsze”, zatem wzorce intearkcji rodzaju ludzkiego mogą być bardzo rozległe i wedle zasad działania karmy ktoś może ją realizować na Ziemi w kontekście jakiegoś zdarzenia na bliźniaczej Ziemi 100 mld lat temu z innego Wszechświata… do tego dodajmy teorię iluzji czasu i otrzymujemy niezły kogiel-mogiel J aczkolwiek twórczy, bo prowokujący ciekawe i odważne wnioski. Zatem psychodelik jest narzędziem wielowarstwowym, złożonym, zależnym od indywidualnych perceptów jednostek takową substancję przyjmujących. Wszystko może się zdarzyć, a ostatecznie wszystko może być jedną tą samą historią. W końcu nauce dobrze znane są przypadki spontanicznych doświadczeń mistycznych wywołanych bez żadnych dodatkowych substancji, doświadczeń psylocybinowych będących niemal identycznymi z tymi ayahuascowymi lub doświadczeń rytualnych z Ayahuascą, które były przez około 4-6 godzin tak intensywne, jak słynne 5-10 minutowe odloty podczas podania pozajelitowego czystej dimetylotryptaminy w formie soli. Ponadto niezliczone prorocze sny, wizje, załamania czasoprzestrzeni, niewyjaśnione fenomeny itp., to wszystko składa się na niesamowitą przygodę, jaką jest ludzkie życie i wszelkie jego aspekty.

20111107

Czym jest nieskończoność ?


Czym w ogóle nieskończoność jest? Technicznie rzecz ujmując to przestrzeń powstała z pra-przyczynowego punktu o nieskończonej gęstości (przytaczam tu obowiązującą jeszcze Teorię Wielkiego Wybuchu, ale nie oznacza to, że w nią wierzę) i ta przestrzeń stała się nośnikiem dla wypełniania jej wzorcem życia. Owa przestrzeń ulega stale fluktuacji, czyli powiększaniu i przyspieszaniu, inaczej ekspansji i ewolucji. Istnieją również zaawansowane, fantastyczne teorie na temat wieloświatów, światów równoległych, nieskończonej ilości Wszechświatów zanurzonych w wiecznym tańcu energetycznych potencjałów Pustki. Wiele badań z zakresu fizyki czy morfogenetyki zasygnalizowało nam, że mam do czynienia z czymś znacznie większym, czego nie można ogarnąć racjonalnymi zmysłami. Obecnie możliwości z zakresu nauk fizycznych i przyrodniczych (oczywiście wg oficjalnej wiedzy, bo czarne projekty to osobny temat) są niewystarczające, aby zmierzyć, udowodnić, a tym bardziej mentalnie ogarnąć Super-Nieskończoności zawierającej dodatni wektor stwórczy w stosunku do wykorzystania swojego potencjału. Jedną z takich materializacji, czy stabilizacji cząsteczek subtelnych, elementarnych jest nasz Wszechświat, który może być jednym z nieskończonej ilości Uniwersów.

To jest tak olbrzymie pojęcie, że nie da się tego zmierzyć, jedynie można to poczuć. Teoria strun i inne alternatywne teorie fizyki teoretycznej lub kwantowej zakładają istnienie 10-wymiarów, 12-wymiarów, 24-wymiarów lub więcej, przenikających i morfujących nasz Wszechświat. W jaki sposób zmierzysz aktywność istoty ludzkiej w 12-wymiarach jednocześnie lub atomu w 12-wymiarach? Atom w eksperymentach przechodzi nam w nadprzestrzeń i tyle go widzimy :) jak niby mamy stwierdzić, że znajduje się w 6-wymiarze, a nie na przykład 10. No więc nie da się tego zrobić za pomocą mechanistycznego podejścia, ale z poziomu organicznego – wykorzystując organiczny portal, jakim jest nasze ciało i podpięta do niego energetyka z centrum bezruchu w środku – możemy poczuć nieskończoność w całej okazałości.

Często zdarzają mi się ostre przebłyski z dzieciństwa, określone uczucia, obrazy i emocje, które towarzyszyły magii tamtego okresu. Odkąd pamiętam interesował mnie kosmos, to co niewyjaśnione i dziwne. Lubiłem jako dzieciak patrzeć na gwiazdy nocą i snuć różne wizje na temat naszej galaktycznej historii, wojen gwiezdnych, innych cywilizacji itp. Moją i tak ekstremalnie wybujałą wyobraźnie podsycał puszczany w TVP serial „Z Archiwum X”. Z lokalnej biblioteki wypożyczyłem chyba wszystkie książki o tematyce UFO-logicznej oraz zjawisk granicznych, a także komiksów science-fiction. To było dla mnie coś niesamowitego, nawet nie sądziłem, że w przyszłości będę stykał się ze zjawiskami paranormalnymi lub zwyczajnie spontanicznymi magicznymi funkcjami pola. Było to jednak konsekwencją wyrażonej przeze mnie w dzieciństwie intencji. Otóż przypominając sobie z coraz większym zapałem te wszystkie informacje o kosmosie i obcych cywilizacjach, czy innych światach, sprawiało mi to dużą satysfakcję, ale wciąż było wrażenie niedosytu wiedzy oraz jej ogromu. Pewnego wieczora kiedy kładłem się spać, maksymalnie skupiłem się w sobie, jednocześnie odgłosy letniej nocy, gruchających świerszczy zza otwartego okna, zrelaksowały moje ciało i przyjemne uczucie oblało mnie od stóp do głowy, czułem jakbym stał naprzeciwko zwierciadła nieskończonego kosmosu i wtedy wyraziłem intencję, która brzmiała dokładnie tak: „Pewnego dnia dowiem się o co w tym wszystkim chodzi”. Wypowiadając te słowa miałem na uwadze rozgryzienie tego wszystkiego co mnie wówczas interesowało, czyli wojen gwiezdnych, głębszych przyczynowych praw Wszechświata, czy też ogólnie zagadnienia obcych. Po wyrażeniu intencji podziękowałem matrycy, czy zwierciadłu nieskończoności i poszedłem spać. Od tego czasu każdy kolejny dzień mniej lub bardziej zbliżał mnie do uzyskania owego nieokreślonego, holistycznego punktu, w którym rozmontuję matrix na wszystkie jego części pierwsze.

Dlaczego wspomniałem o dzieciństwie ? Otóż w kontekście nieskończoności jest to priorytetowa zależność w próbie jej ujęcia. Wiem, że każdy ma inne doświadczenia, dlatego nie mogę odnosić się do zbiorowych definicji określonych stanów świadomości, więc dalej będę mówił na własnym przykładzie… To co tworzy całą magię dzieciństwa, to nieskazitelność, żywość i pęd ciekawości w poznawaniu świata, który zaszczyciliśmy naszą materialną manifestacją. Dzieci okrywa płaszcz nieskończoności i to właśnie egzotyka i żywość każdego doświadczenia oraz czysty umysł – nieprzesiąknięty różnymi programami światopoglądowymi sprawia, że kiedy często wracają do nas pewne wspomnienia z dzieciństwa, czujemy ich magię, robi nam się ciepło, jakbyśmy wypili kubek ciepłego mleka z miodem u babci przy kominku, kiedy złapaliśmy drobną infekcję wirusową, bo cały dzień biegaliśmy po dworze i bawiliśmy się w śniegu, potem przemoczeni wróciliśmy do domu :)

Dziecięcy czysty umysł z wrodzoną ciekawością jest kluczem do doświadczenia realnego poczucia nieskończoności. To jest esencja wszystkich ścieżek na rzecz uzyskania oświecenia, które jest nieco zabawnym terminem, podobnie jak samo-urzeczywistnienie – no cóż… jakichś pojęć trzeba używać. Każdy z nas rodzi się na tej planecie jako organiczny przetwornik nieskończoności – przez niezainfekowany jeszcze kanał intuicji oraz zmysły przepływa błogi sygnał pochodzący z pra-punktu, Pustki, oznajmiający, że uczestniczymy w projekcie wiecznej organizacji życia oraz zabawie w generowanie niewyczerpalnych potencjałów stwórczych Pustki. To jest prawdziwe niebezpieczeństwo dla kontrolerów naszej rasy oraz twórców i stabilizatorów systemu finansowo-psycho-społecznego. Kiedy na tej planecie funkcjonowałby taki system bądź struktura społeczna pozwalająca każdemu lub większości mieszkańców kontemplować swoją dziecięcą ciekawość, a także poznawać naturę wydarzania i przepływu zjawisk, to wówczas pielęgnowana i pogłębiana symbioza z nieskończonością, pra-punktem uruchamiałaby automatycznie procesy doprowadzające do całościowego rozpoznania natury umysłu i życia. Stąd tak wielkie wysiłki, aby poróżniać, skłócać i programować ludzkość. To jest tak silne, że działa wręcz jak hipnoza – trans materializmu to całkiem zgrabne określenie…

Interakcje w stworzonym anomalnym wzorcu strukturalnym społeczeństwa skutkują coraz głębszym wchodzeniem w idee, nadmiernym emocjonalnym angażowaniem w ładunki myślowe oraz niekończące się problemy związane z pieniędzmi. Kiedy ktoś ma problem, to w 99% przypadków pewnie ma on coś wspólnego z pieniędzmi. W efekcie rozpędzonego życia w systemie-matriksie ludzie tracą kontrolę nad własnym ciałem, postrzeganiem, co skutkuje zmianami w gospodarce neuro-hormonalnej i serotoninowej w mózgu, czego fizjologicznym efektem jest wapnienie szyszynki na starość, oraz większość chorób, włączając w to różnego typu nowotwory.

Tak łatwo zapominamy o dziecięcym poczuciu nieskończoności, czyli niemal ciągłym wrażeniu stania u progu czegoś wielkiego, nieogarnionego, wielkiego odkrycia, wyzwalającego w nas pełne zaufanie popychające do nieskrępowanego badania rzeczywistości. Zapominamy o tym, że życie jest proste-zawsze takie było- rodzimy się i po upływie króciutkiego, w skali wieku Wszechświata, odcinka czasu – umieramy, a to co zostaje i zawsze będzie to właśnie taniec nieskończoności, czyli wiecznej cyrkulacji energii. System ma za zadanie odcedzić naszą dziecięcą wrażliwość i narzucić na nią jednakowe racjonalistyczne filtry mechaniczno-wykonawcze, które wytyczają potem podejście do życia, w którym każdy dorosły powinien być śmiertelnie poważny. Zapominamy jak to było obudzić się rano z zapałem odkrywania tajemnic dnia codziennego, zjeść śniadanie i ruszyć na stare tory kolejowe, usiąść i obserwować wielkie białe chmury przesuwające się po błękicie nieba, bawić się wyobraźnią, słuchać odgłosów przyrody, otoczenia, popatrzeć na inne istoty, które gdzieś pospiesznie zmierzają i zadawać sobie pytanie: dokąd oni wszyscy pędzą? :), potem pograć w piłkę, a wieczorem obejrzeć jakiś film na wideo z przyjaciółmi i bać się zasnąć, bo to był horror J Zimny racjonalizm dorosłości obecnie generuje w ludziach zbyt wiele koncepcji i myśli – zamiast po prostu iść na łąkę i patrzeć na chmury, a potem z przyjacielem obejrzeć sobie film ot tak – my bijemy się z myślami typu: „a co by było gdyby?”, „Czy na pewno uzbieram tyle i tyle pieniędzy na coś tam?”, „A co się stanie jak dziś nie pójdę do pracy?”, „Czy warto obejrzeć ten film?” „Szkoda czasu na tak trywialne rzeczy, lepiej zajmę się czymś poważnym” lub „nie chce mi się, będę siedział w domu” :) Zbyt dużo myślenia = dużo cierpienia i problemów.

Wracając do mojej ścieżki poznawania tych spraw… chłonąłem mnóstwo informacji, w klasie gimnazjalnej  miałem już przerobionych większość dostępnych channelingów i książek o potędze podświadomości itp. Jednocześnie mimo sprawnej konstrukcji mojego żądnego wiedzy EGO, zachowałem z dzieciństwa ten egzotyczny pierwiastek łączący moją świadomość z pierwotnym punktem -  mam na myśli silnie rozwiniętą intuicję. Choć z jej wykorzystywaniem bywało różnie w tym burzliwym dla każdego nastolatka okresie dojrzewania, to jednak pozwalało mi to zachować trzeźwy umysł i jakby to powiedzieć… lekkość w przetwarzaniu docierających danych. Z perspektywy czasu widzę, że bardzo ważnym elementem w mojej przygodzie rozgryzania rzeczywistości, był stały kontakt z naturą i pełne zaufanie do niej. To dało mi stabilizację i jak mniemam, w głównej mierze przyczyniło się do pewnego zdarzenia, które zgruzowało moje struktury osobowe i pokierowało ku wolności.

Był to dzień syntezy tego wszystkiego co zebrałem pod etykietą: wiedzy o duchowości, nauki, praw natury, a wspomnianą wcześniej dziecięcą wrażliwością i magią chwili obecnej. Spontanicznie doszło do mnie, kiedy siedziałem nad jeziorem, że odłączenie sztucznego oprogramowania generującego wciąż ładunki myślowo-emocjonalne o charakterze wciągającym, pozostawia przestrzeń bezruchu. Ta przestrzeń jest ciszą swobodnego przepływu nieskończoności, miejscem błogiego spokoju i radości, ponieważ kiedy w niej jesteś, postrzegasz każdą istotę ludzką, czy zwierzęcą jako równą sobie, emisariusza jedności przestrzennej, który bawi się na różne sposoby w świecie formy. Od tamtego wydarzenia zrozumiałem, że zakończenie duchowych poszukiwań to zdanie sobie sprawy z tego, że nie jesteśmy własnymi myślami, tylko wiecznymi dziećmi z pasją eksplorującymi tajemnice Wszechświata. To było tak żywe i wspaniałe doświadczenie, że łzy płynęły mi ze szczęścia, a drzewa kołysały się śpiewając pieśń wolności. Ten moment, w którym nie ma w tobie żadnych myśli, gdzie nie ma żadnej przeciwwagi, żadnego kontrargumentu, sprzeczności, jest tak totalnie spójny ze wszystkim, że absolutnie nic nie jest w stanie tego zaburzyć. Zabawna jednocześnie jest próba ubrania tego w jakieś słowo, cokolwiek wychodzi z ciebie w formie dźwięku, czy słowa pisanego… no nie da rady. Można przekazać treści pewne energetyczne funkcje nawigacyjne, ale nie każdy będzie w stanie je odczytać, ktoś inny wyczyta w tym zupełnie coś innego, a ty pozostajesz z wrażeniem, że nie da się nazwać doświadczenia, które leży poza opisem. W miarę upływu czasu, kiedy oswajasz się z tym, co ci się przytrafiło, czujesz jednak potrzebę podzielenia się pieśnią nieskończoności z innymi ludźmi i starasz się dobierać jakieś esencjalne słowa.

Zdałem sobie sprawę, że nie da się tego ubrać w żadne ramy: Advaita/Non-duality/anty-wirus JA/Tropienie jakiegoś JA itd. TO jest we wszystkim – przepływa przez każdy atom, oplata i chowa się za każdą myślą, ideą – reszta jest interpretacją. Ostatnio Jeff Foster zamieścił esej, w którym słusznie zresztą stwierdził, że sam utknął w tej całej historii negowania jakiegoś JA, podobnie jak ja, doszedł do konkluzji, że radykalni Advaita’owcy wychodzą ze stanu bezforemności, tropią w czyichś treściach JA – mówią: „Ok tu i tu się mylisz, obnażyłeś swoje JA, praktykuj i szukaj dalej, a osiągniesz TO”, a następnie dalej zatapiają się w bezforemność… Dla mnie jest to jedna i ta sama historia. Wszystko jest z TEGO utkane, nawet nasze wyobrażenia na temat JA i to co materializujemy jako JA. Każdy kto doświadczył pełnej wolności od myśli, koncepcji itp. dobrze wie, że nieskończoność przepływa przez wszystko co ISTNIEJE, dlatego trawa jest zielona, a niebo jest niebieskie. Dlatego też pisząc cokolwiek nie sile się już na specjalny dobór słów, aby uważać czy ktoś nie odnajdzie w tym jakiegoś JA lub powie, że nadal żyje w jakiejś iluzji. Pozwalam myślom swobodnie przepływać w mojej przestrzeni, jeśli na ten moment któraś mi się spodoba, to ją sobie materializuje np. pod postacią tego tekstu, ale za tymi słowami jest tylko zabawa, radość z racji nieskończonego tańca pustki z formą, dziecięca radość, że NIE MA NIC, a jednocześnie jest WSZYSTKO. Zauważyłem, że zamieszczając różne treści, ludzie doszukują się tam czegoś, czego nie ma. Jeśli osoba deklarująca swoje „oświecenie”, czy porzucenie „JA” znajduje za jakimiś słowami lub tekstem coś, czego tam NIE MA, to ja spytałbym się: „czym jest to co znalazło jakiś problem, skoro za tymi słowami jest tylko zabawa, radość, nieskończony taniec pustki z formą?”. To jest tak odświeżające, nie musieć z nikim się ścigać, szukać żadnych potwierdzeń, po prostu doświadczać TERAZ w każdej chwili…

Ciężko to opisać, ale chyba najprościej ująć to tak: „Poczucie nieskończoności to ciekawość dziecka połączona z przenikającym uczuciem ogromu ewoluującej energii życia”.

Nie chcąc już przedłużać będę zmierzał do końca. Urzeczywistnienie swojej natury, czy jak kto chce to nazwać, wcale nie oznacza zakończenia aktywności w tym wymiarze lub nieustającej ekstazy. Niektórzy wyobrażają sobie oświecenie jako nieustający psychodeliczny odjazd sfokusowany na dostrzeganie we wszystkim jedności oraz pogląd, że po urzeczywistnieniu nie trzeba już nic robić. Otóż „ oświecenie” to dopiero początek, porównać to można do absolutnej teraźniejszości. To nowa, bardzo subtelna jakość odbioru codzienności, a także w pewnym sensie odpowiedzialność za uzyskaną syntezę wglądu, aby w jakimś stopniu przysłużył się przełamaniu iluzji innych istot lub wyciągnięciu ich z koła cierpienia, oczywiście pod warunkiem, że dana istota tego chce, gdyż niektórzy mają swoje kółka światopoglądowe do zbadania. Nie czyni to też z ciebie nikogo wyjątkowego, zwyczajnie zdałeś sobie szybciej sprawę z tego czym i tak każdy jest… Genialne jest to, że rzeczy dzieją wówczas spontanicznie, samoistnie. Jeśli ktoś uważa, że pojawiają się myśli w stylu: „Pomogę tym biednym ludziom się oświecić” lub „W jakim koszmarnym błędzie, zapętleniu żyje ten człowiek, pomogę mu ujrzeć prawdę” – takie myślenie jest oznaką raczej działających jeszcze strukturalnych programów, ponieważ kiedy raz zobaczysz, że wszystko jest JEDNYM, to nie ma w tobie żadnego parcia na oświecanie innych, po prostu nagle nachodzi cię ochota na zlepienie ze sobą kilku sentencji słów, które okazują się potem koanem gruzującym sieć iluzji u kogoś kto w nieokreślonym punkcie czasoprzestrzeni sobie ten koan przeczyta, a nawet wpadnie na niego przypadkiem. Dlaczego mnisi spędzają większość czasu na medytacji i kontemplacji? No bo zabiera trochę czasu ułożenie ze wszystkich dostępnych słów, kilku sekwencji, które oddadzą esencję tego co jest nieopisywalne i wyzwolą u kogoś dekonstrukcję iluzji (hahah z tymi mnichami to oczywiście żart był :)).

Życie to nieustające pasmo przygód. Wszystko co robiłem do tej pory, robię z większą uważnością i zagnieżdżeniem w TERAZ, co naturalnie akceleruje mój płaszcz nieskończoności i sprawia, że jestem wiecznym dzieckiem w bio-kombinezonie ziemskiego kosmonauty. Dzięki temu z jeszcze większą klarownością mogę rozpoznawać iluzję i prawdziwe źródła wiedzy i praktyk różnych istot. Przydaje się to szczególnie w zalewie informacji w obecnych czasach. Przestałem mieć potrzebę udowadniania czegoś komukolwiek. Cieszę się przepływem życia, płynnym ruchem natury, a co za tym idzie każdym dniem. Budzę się z uśmiechem na ustach, gdyż każdy nowy dzień jest inny. Z jeszcze większym spokojem i rozwagą  eksploruję zagadki rzeczywistości, nadal prowadząc badania w zakresie morfogenetyki, kwantowej mechaniki i implozji DNA, ochronnych pól morficznych generowanych przez określone gatunki roślin, czy hadronicznych mechanizmów zmiany skupienia cząsteczek wśród istot gadzich oraz plazmatycznych biostruktur ich pól morficznych. Jeśli dostatecznie wyciszymy swój umysł możemy rozmawiać  z roślinami, zwierzętami i bez problemu balansować chemię swojego mózgu oraz ciała. Życie jest nieustającą magią, którą już od wczesnego dzieciństwa próbuje się w nas przytłumić. Cóż ja mogę więcej powiedzieć… świadomość tego jak krótkie jest ludzkie życie, to że egzystujemy w nieskończonym, wiecznym tańcu Wszechświatów i przenikających je wymiarów, sprawia że nabrałem dużej pokory i spokoju do życia. To radość z każdego dnia, w którym odkrywasz siebie w innych istotach, zdarzeniach lub nawet lampce na biurku. Nieskończoność to my :) Surferzy fali nieskończoności łączmy się i przekazujmy innym nowinę: że nie ma się czego bać, wszystko jest w naszych rękach, a nieskończoność zawsze tu będzie. Dziękuję za uwagę.

20110913

Post o Niczym

 Tak zastanawiam się o czym by tu napisać i szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że w sprawach szeroko pojętej ezoteryki przekazałem już wystarczająco wiele informacji. Nie znaczy to, że już definitywnie zakończyłem publikowanie treści o wiadomej tematyce, ale obecnie żyjemy w czasach kiedy możemy definiować ezoterykę w sposób naukowy i zwie się to metafizyką, fizyką kwantową, fizyką hiperwymiarową oraz medycyną kwantową, którą od dawna uprawiały rdzenne plemiona obu Ameryk, Afryki oraz innych części globu. Obserwując ostatnio wirtualną przestrzeń zauważyłem, że wzrost aktywności różnych "ezoterycznych kółek", ich zwolenników itp. jest znaczący, a wiele istot ludzkich odczuwa przesyt informacją lub chorobliwe przywiązanie do wielu z przekazywanych idei i koncepcji. Ludzie są zmęczeni ciągłym natłokiem informacji. Jest w tym pewna pułapka i błędne koło, do którego pasuje symbol ouroborosa, czyli węża zjadającego własny ogon. Oczywiście znaczenie tego symbolu jest zgoła inne, ale skojarzyło mi się z tą konkretną sytuacją. Chodzi mi bowiem o to, że wciąż szukamy odpowiedzi, prowadzimy zacięte duchowe poszukiwania, analizy, eksploracje mentalne, które koniec końców nie dają nam zbyt wiele odpowiedzi lub dają jedynie poczucie otrzymywania takowych, kiedy w rzeczywistości nadal pozostajemy z mętlikiem w głowie. Dzieje się tak, bo pojawiające się eksplozje informacyjne wciąż kierują naszą uwagę na korzystanie z oprogramowania, które odcina od pierwotnego, pierwszego źródła. Te informacje wzmagają poszukiwania w obrębie EGO i jego myślowych kreacji, kiedy WIEDZA (celowo z dużych liter) istnieje poza sztucznym oprogramowaniem podpiętym do Systemu Ludzkiego Umysłu., czy może inaczej - ludzkiej świadomości zbiorowej. To właśnie mam na myśli przywołując symbol węża zjadającego własny ogon, gdzie nasza nieskończona, czysta świadomość trzymana jest w kole iluzji, gdzie poruszamy się nadal nie wychodząc z symbolicznego kręgu rozpaczliwie podtrzymywanego przez sztuczne maski osobowości. Dlatego mimo, że informacyjny kocioł osiągnął poziomy niemal orgazmiczne, nadal tak wielu mieszkańców tej cudownej planety jest najzwyczajniej w świecie zagubionych. Na forach internetowych wciąż to samo: wojny światopoglądowe, jedne istoty próbują przekrzyczeć drugie, tudzież przekonać ich do swoich racji... dzieje się tak, bo wciąż nakierowywani jesteśmy na poruszanie się po okręgu, a nie poza nim. A co jest poza okręgiem?


Siedzę teraz przed komputerem, za oknem świeci słońce, po błękitnym niebie przesuwają się śnieżnobiałe chmury, wiatr porusza trawą, drzewami, liśćmi, wiatraczkiem zamocowanym przy ogródku. Koty ganiają się po podwórku, a natura spokojnie i harmonicznie przygotowuje się na nadejście jesieni. Owoce jabłoni rosnącej obok okna mojego pokoju błyszczą w promieniach słonecznych ostatnich dni lata. To piękno chwili obecnej - w tym odnalazłem spokój i radość. Jest to zabawne, gdyż nadal lubię tropić jaszczurki, poznawać naszą galaktyczną historię, ale nie angażuje się w to emocjonalnie i egotycznie, po prostu cieszę się samym faktem informacji i wszystkie myśli z nimi związane swobodnie unoszą się w mojej przestrzeni, a następnie opuszczają ją, a mnie nie opuszcza uśmiech. Jesteśmy wiecznymi istotami zmierzającymi przez nieskończoność, międzygalaktyczne, multiwymiarowe dziwadła i to się nie zmieni - nasza wieczność jest niewzruszona, bo nieskończoność - dziecięca nieskończona chęć eksploracji Pustki/Nicości, która nie może być skończona, bo jest niewyczerpalnym wulkanem pomysłów - ona będzie trwać, a my razem z nią. Zabawa ze sztucznymi kreacjami naszego umysłu, gadziego mózgu i innych technologii włączonych w nasze pole doświadczania rzeczywistości polega na bezustannym indukowaniu wzorców myślowych generujących w nas określone emocje, które przyczepiamy na przepływające ładunki myślowe. To wywołuje zmieszanie, wyrzuty gniewu, zmęczenie, poczucie bezsilności, z łatwością dajemy się wciągać w te gry. Dzieje się tak, bo nie możemy przebić się przez twardą skórę okrążającego nas węża. Przeciętne życie ludzkie jest krótkie - każdy umrze, wówczas problemy, na które straciliśmy tak wiele nerwów, być może potencjalnych wartościowych przyjaźni - przestaną mieć znaczenie. Ten prosty fakt jest tak klarowny i jasny, że wręcz oczyszcza sferę emocji... pod warunkiem, że poczujemy to poza wspomnianym, symbolicznym okręgiem. Wówczas patrzymy za okno i widzimy niebieskie niebo, zieloną trawę, inne istoty o nieskończonym potencjale przechadzające się ulicą i bawiące się w grę zwaną ziemskim życiem. Ten stan czystości i klarowności jest nie na rękę mocodawcom systemu społecznego, a także sztucznych masek, do których istoty ludzkie są przywiązane. Dlatego tak łatwo przytłumiamy intuicję, klarowność świadomości nieskończoności próbami analizy zjawiska, utożsamiania się z napływającymi coraz tłumniej myślami, pojawiają się pytania, wątpliwości i stosy innych balastowych ładunków o różnym natężeniu. Tak działa więzienie, którego nie widzimy - zostało ono sztucznie zainstalowane i zaprogramowane, abyśmy tkwili w poróżnieniu i nawet nie zbliżyli się do bramy, za którą jest wolność - całościowe poczucie nieskończoności.

Nie jest tak, że aby osiągnąć oświecenie (co samo w sobie jest nieco zabawnym pojęciem) i ascendować na wyższe stany istnienia należy wykonywać jakieś ekwilibrystyczne eksploracje w kontinuum, komunikować się z różnej maści mistrzami itp. itd. Wszyscy ludzie byli i są jednością, którą w głębi czujemy i nosimy w sobie. TO jest wszędzie, w każdej chwili i zdarzeniu, ale wiele istot tego nie dostrzega, bo za dużo myśli i zbyt mocno utożsamia się z analitycznymi emanacjami umysłu. Można rzec, że wręcz rozsmakowaliśmy się w poróżnieniu, ciągłej analizie, ocenianiu - kto jakie ma buty, ubranie, każde słowo jakie z siebie wydobył, przelał na papier, każdy czyn, post na wirtualnym forum... mało tego jesteśmy z tego dumni, a według mnie nie ma z czego, bo to anomalny stan odciągający nas od czystego, totalnego poczucia nieskończoności i połączenia ze wszystkim co JEST. Podobnie jest ze zlepkami liter i koncepcji, nawet tych obecnych na blogu. Dlatego kończę już, bo nie chcę rozsmarowywać dalej masła. Nieskończoność jest poza wszelkimi myślami - aby TO poczuć - wyłącz myślenie. Nie jest to wcale trudne, nie wymaga lat treningu, siedzenia w jaskiniach itp. TO jest w każdym momencie, przed oczami, zmysłami, nosem każdego mieszkańca planety Ziemia. Po prostu sztuczne oprogramowanie jest na tyle silne, bo ma trzymać nas w więzieniu choćby świat się walił - i właśnie świat starych koncepcji i archetypów ulega erozji...

Nie mogę nazwać się oświeconym, nie mogę nazwać się mistrzem, ale z radością stwierdzam, że jestem smakoszem życia i obserwacji płynnego ruchu, pulsu energii życiowej. Dumnie noszę płaszcz nieskończoności, który od czasów wczesnego dzieciństwa pozwala mi w egzotyczny sposób zgłębiać tajemnice i prostotę Wszechświata. Czasami mam do czynienia z "hardkorami", którzy opowiadają o swoich wspaniałych, dalekich podróżach astralnych, podejrzliwie analizują każde moje słowo, zadają pytania o naturę świadomości, naszą starożytną historię, ostrzegają przed nadchodzącymi zmianami itd. wtedy ja zwykle odpowiadam: "Spokojnie, usiądź wygodnie, zatrzymaj na chwilę pędzący umysł i wewnętrzny dialog, nie jestem twoim wrogiem - jestem swój chłopak z Ziemi - nie interesują mnie teraz moje przeszłe wcielenia, co robiłem w innych systemach gwiezdnych i jak daleko dotarłem w podróżach międzywymiarowych - jestem teraz na Ziemi - spójrz na to piękne drzewo, jak kołysze się na wietrze, posłuchaj śpiewu ptaków, wycisz się... to nieskończoność ona zawsze tu będzie, obojętnie co się stanie". Wchodząc w interakcję z innymi istotami staram się zakotwiczyć ten spokój, klarowność i poczucie nieskończoności, nachylić wszystkość wszystkiego i zagnieździć w tą konkretną chwilę, moment, istnienie. To co się zazwyczaj dzieje w przestrzeni istoty jest interesujące...

20110406

Wykroczyć poza horyzont

Witam wszystkich czytelników mojego bloga po dość długim okresie czasu. Ostatnio miałem napięty harmonogram zadań, stąd wpisy zdarzały się rzadko, zarówno na blogu Instytutu Neurogenetyki Jedności, jak i na Botanicznej Galaktyce. Opracowuję kilka większych projektów dotyczących tego, czym zajmuję się zawodowo, czyli szeroko pojętej fitoterapii, farmakognozji i etnofarmakologii. Za jakiś czas częstotliwość pojawiania się blogowych wpisów powinna wzrosnąć wraz z zamieszczanymi materiałami wideo. Niedługo podam więcej informacji na temat owych projektów, które moim zdaniem mają szansę wnieść nieco świeżego powietrza do polskiej fitoterapii. Chciałbym też wspomnieć, że miałem drobne problemy ze skrzynką mailową, dlatego jeśli nie odpowiedziałem na jakieś maile, to prosiłbym wysłać je ponownie. Odniosę się do jednej z wiadomości, którą udało mi się odczytać. Dotyczyła bloga Instytutu i ganiła mnie za to, że podaję informacje nieprawdziwe w otoczce naukowej. Wobec takiego zarzutu pragnę to oficjalnie uściślić: blog Instytutu Neurogenetyki Jedności jest jedynie blogiem, zarchiwizowanym spisem luźnych myśli pisanych językiem, którego najczęściej używam. Blog ten porusza tematy, które stoją na pograniczu nauki lub całkowicie tę granicę przekraczają. Nie oznacza to jednak, że podaje wiadomości nieprawdziwe. Nauka w obecnych czasach to pojęcie bardzo szerokie i niestety w wielu kręgach skostniałe. Niektóre teorie nie zmieniają się tylko dlatego, że naukowa starszyzna nie ma odwagi przyznać się do błędu, bo to wymagałoby zbyt wielu zmian. Najlepszym tego przykładem są ciągłe szykanowania fitoterapii, homeopatii, medycyny energetycznej, czy zaawansowanych teorii z zakresu fizyki kwantowej i geometrii fraktalnej. Co z tego, że to działa w praktyce, skoro nadal nie znajduje poklasku wśród jednej z renomowanych rad naukowych. Na świecie mamy wystarczającą ilość pacjentów, świadków, czy ludzi nauki, którzy doświadczalnie przekonali się o skuteczności np. starej azjatyckiej sztuki uzdrawiania za pomocą energii. To wystarczy, aby przynajmniej dana metoda mogła być oficjalnie stosowana jako wspomagająca terapia przy wiodącej w jakimś konkretnym schorzeniu. Druga sprawa to używając terminu: "biomagnetyczne implozyjne pole torsyjne o specyfice toroidalnej", mam na myśli pole życia, elektryczny potencjał czynnościowy, którym emanują wszystkie istoty żywe i zostało to już naukowo udowodnione. Oczywiście świat naukowy jest co do tej kwestii nadal absurdalnie podzielony, ale wystarczy podrążyć w fizyce kwantowej, aby przekonać się, że wszystko składa się z energii, a co za tym idzie specyficzne istoty żywe wytwarzają unikalne wzorce energetyczne przypisane swoim cechom gatunkowym. Pod kątem fizyki można nazwać to rezonującym polem morficznym lub morfogenetycznym, które jest charakterystyczne dla każdego żywego mieszkańca Ziemi. Mówimy wówczas o dynamicznym polu zmiennym, gdyż z tej samej energii w rzeczywistości utkane są nawet rzeczy martwe - możemy nazwać je statycznym polem zmiennym. Jest tu z pozoru zauważalna sprzeczność, ale w istocie statyczne i zmienne nie musi się w tym wypadku wykluczać, bowiem nasze "statyczne" postrzeganie rzeczy martwych np. latarni, stołu, czy komputera, jest zdeterminowane przez aktualny zestaw zmysłów, którym dysponujemy. Mózg przetwarza cząsteczki świetlne, dzięki czemu możemy właściwie w naszej fizyczności postrzegać. Atom też statyczny na głębszym poziomie nie jest, obecnie zaawansowane teorie kwantowe zdają się postrzegać atom jako cząstkę elementarną z mini-czarną dziurą (osobliwością) w centrum. Ciekawie przedstawiał to Dr Konstantin Korotkov, któremu udało się opracować system rejestrujący pole życia, pole auryczne a także mierzący jego natężenie. Wyniki tych badań są bardzo ciekawe i polecam im się przyjrzeć. W tej kwestii wybór ścieżki naukowej, którą chce się podążać jest już wolny dla każdego człowieka: które badania naukowe i teorie wybierze. Ja zwyczajnie opieram się na bardziej otwartej nauce, której nie straszne jest zapuszczanie w rejony, gdzie logika zaczyna się gubić. Mam tu na myśli  przykładowo fantastyczne próby ogarnięcia przez fizyków zjawiska czarnej dziury i jej mechaniki lub udana kuracja nowotworu za pomocą szamańskich praktyk leczniczych rdzennej ludności Amazonii. Takie zjawiska mają miejsce tuż obok nas, ale trzeba mieć zapał, aby po nie sięgnąć. Można przekonać się o tym osobiście, poświęcając swój czas, niejednokrotnie ryzykując własnym życiem, zapuścić się w głęboki busz i zbadać ten temat. Tym sposobem jesteśmy w stanie obiektywnie spojrzeć na szamańską medycynę tropikalną. Empiryzm jest w tej materii niezbędny, bo co innego czytać o tym w internecie i książkach, a zobaczyć na własne oczy, jak człowiek może zostać wyleczony tymi metodami z ciężkiego schorzenia.

Rezonans morficzny
Jak już wspomniałem blog Instytutu jest jedynie blogiem Instytutu. Instytut Neurogenetyki Jedności jest częścią większego projektu badawczego i ma za zadanie zajmować się badaniami strukturalnie opartymi o bardzo odważne teorie naukowe, a także praktykę przeprowadzoną do tej pory przez innych badaczy. Jednak strona Instytutu jeszcze nie powstała, w tym momencie jest powoli tworzona, a ten blog jest jedynie luźnym dodatkiem do tego przedsięwzięcia. Moim głównym zajęciem są nauki przyrodnicze, botanika, farmakognozja, etnofarmakologia, neurochemia, czy medycyna ludowa i tropikalna i wkrótce chciałbym uruchomić projekt dotyczący właśnie badań nad roślinami i ich wszechstronnym wykorzystaniem. Z drugiej strony mam wewnętrzną potrzebę pogłębienia eksploracji powyższych dziedzin nauki. Z tego właśnie powodu powstaje Instytut Neurogenetyki Jedności, który zajmie się zaawansowanymi badaniami botanicznymi i nie tylko. Chodzi mi o detekcję biosferycznego rezonansu morficznego i wyniki jego interakcji z biomagnetycznym polem istoty ludzkiej. W tym wypadku będzie chodzić o zbudowanie solidnego mechanizmu pozwalającego ująć w odpowiednio skonstruowanym modelu takie zagadnienia jak: roślinna telepatia, podstawowa zasada unifikująca biosferę, czyli system podtrzymania życia ziemskiego, czy geometria fraktalna w świecie roślin. Każdy podąża swoją ścieżką wiedzy, a moją pasją było spoglądać zawsze dalej niż mówił rozsądek. Dlatego nie boję się wchodzić nawet w rejony naukowego punktu granicznego, przekraczać go lub ocierać się o absurdy tej rzeczywistości. A czym rzeczywistość właściwie jest? Póki co najtęższe głowy razem wzięte starają się rozwikłać ową zagadkę, choć nawet przy tak zwartych intelektualnych siłach, wydaje się to bardzo trudne. Jest też jednocześnie pociągające i daje z każdą kolejną epoką coraz bardziej zdumiewające rezultaty. W świecie biosfery twierdzeniami zaliczającymi się do tej grupy są odważne teorie na temat organizacji praw natury. Jedna z nich mówi, że jedna z prostszych substancji psychodelicznych - dimetylotryptamina (DMT) - silny psychodelik zmieniający stan aktywności mózgu i postrzegania pól energetycznych wokół, może w śladowych ilościach występować we wszystkich roślinach. Człowiek jest w stanie sam syntetyzować DMT w mózgu. Wiele raportów psychofarmakologicznych tej indolowej molekuły jasno stwierdza, że w jakiś zagadkowy sposób dostraja ona ludzką świadomość do częstotliwości, na której operują pola morficzne roślin. Oznacza to, że jesteśmy w stanie wejść w pewien rodzaj komunikacji z rośliną i otrzymać w ten sposób informację płynącą z ich świata. DMT może pełnić w tym procesie rolę klucza do otwarcia lub dostrojenia do zunifikowanego tunelu transkomunikacyjnego, którego rośliny na co dzień używają. W tym wypadku człowiek podłącza swój system nerwowy do takiego tunelu, czerpiąc z niego informacje. Na tym właśnie opiera się do tej pory szamanizm wielu kultur tej planety. To, że rośliny używają takiego rodzaju komunikacji zostało już wielokrotnie wykazane w badaniach naukowych, w których m.in. rośliny doniczkowe były zdolne przekazywać sobie skokowe impulsy elektryczne będąc od siebie znacznie oddalone, jeszcze dobitniej ukazują to badania na drzewach. Jak słusznie zauważył mój znajomy w ostatniej rozmowie, efekt takowej komunikacji będzie również widoczny na plantacji tytoniu, kiedy zarazimy pierwszą z brzegu roślinę wirusem ziemniaka typu Y , po upływie kilku godzin jeden z osobników znajdujący się gdzieś na skraju wielohektarowej plantacji, zaczyna wytwarzać pierwsze przeciwciała. Poza tym dostrajając się do częstotliwości rezonansu morficznego roślin jesteśmy w stanie odbierać informacje wizualno-telepatyczne od konkretnego gatunku, z którym weszliśmy w kontakt. Dzięki takim zależnościom szamani poznawali przeznaczenie medyczne lub magiczne roślin, których przypadkowe skojarzenie równałoby się z wygraniem na loterii. Czasami dostrojenie może odbywać się we śnie, podczas którego jesteśmy w stanie spontanicznie podłączyć się do biosferycznego systemu informacyjnego właśnie za pomocą endogennego DMT lub innych indolowych neuroprzekaźników lub hormonów wytwarzanych podczas spoczynku. Wówczas może nam się przyśnić wyraźny kształt kwiatostanu połączonego z wizją znikających komórek nowotworowych. Po obudzeniu szukamy gatunku zgodnego z tym, co widzieliśmy w śnie - znajdujemy go - badamy... i ze zdumieniem odkrywamy, że to bardzo dobry środek o właściwościach cytotoksycznych i antypodziałowych w stosunku do komórek rakowych. Tego typu "objawienia" zdarzają się często i nie musimy ich kwalifikować do zakładki: "magia, paranormalne, czary-mary", tylko możemy to całkiem zgrabnie wyjaśnić za pomocą mechaniki kwantowej i innych rozbudowanych teorii oraz badań z dziedziny fizyki, czy neurochemii.

Nie ma co się spinać
Piszę tę notkę, aby stworzyć uniwersalną odpowiedź na niektóre pytania przychodzące do mnie w mailach. Nie chce mi się wyjaśniać dlaczego nie podążam ścieżką, która nie uznaje wszechobecnej i emanującej od organizmów żywych i martwych energii lub nie akceptuje ogromnej medycznej wiedzy Indian z Amazonii. Obecnie nauka odważnie wkracza w rejony, których przekroczenie kończyło się kiedyś spaleniem na stosie. Z racji usposobienia wybrałem nieskrępowaną drogę do poznawania i poszerzania wiedzy na tematy natury życia i jest mi z tym dobrze. Nie zamykam się w żadnym poznawczym pudełku, co daje mi zawsze świeży pogląd. Jeśli zajmuje się farmakognozją to podchodzę do niej z twardą metodyką - tam reguły to czysta nauka wypracowana przez wybitnych farmakognostów przez lata. Natomiast poruszając się w tematach manipulacji genetycznej, alternatywnej historii gatunku ludzkiego, czy mechanice świadomości pozwalam sobie na odważne łączenie ze sobą wielu różnych punktów widzenia - teorii i praktyki, z czego ta ostatnia jest rzecz jasna najważniejsza. Mam do tego święte prawo, a daje mi je fizyka kwantowa i geometria fraktalna, która pokazuje nam w jak wielu dogmatach dotyczących zasad funkcjonowania naszej rzeczywistości, Wszechświata zamknęliśmy się. Prowadziłem też badania w terenie i doświadczyłem wielu, wydawać się może, nieprawdopodobnych zjawisk, kłócących się z logicznym rozumiem, stąd nie mam kompleksów w zamieszczaniu notek, które komuś zakrawają o absurd.

ZEN w praktyce
Na zakończenie kilka komentarzy na temat ostatnich wydarzeń. Tsunami w Japonii wywołało poważne szkody dla tego kraju i nie tylko. Awaria reaktora w elektrowni atomowej pokazała, że z tego typu poborem energii związane jest spore ryzyko. Wiele osób obawia się skażenia radioaktywnego na terenie swego zamieszkania. Mam kilka rad, które powinny pomóc. Przede wszystkim stosujmy więcej naturalnych antyoksydantów i prowadźmy zdrowy styl życia i odpowiednią dietę. Dodatkowo istotnym wsparciem będzie praca z energetyką swojego ciała. Codziennie powinniśmy wyciszać się i w stanie relaksacji "obmywać" całe ciało kojącą energią punktu zerowego, nieskończoności. Dla tych, którzy nie wiedzą jeszcze do końca o co w tym chodzi, wystarczy wizualizacja czystej energii spajającej każdy atom i przenikającej wszystko co istnieje. Proces ten polega na fraktalnej koherencji z esencją życia. Jego koncept opiera się na wielu badaniach wymiarów niefizycznych. Jedną z placówek, która od lat eksploruje inne wymiary egzystencji jest Insytut Monroe'a, w którym naturalnie indukuje się stan transowy umożliwiający eksplorację różnych częstotliwości energetycznych. Wiedza zdobyta przez pracowników instytutu w prowadzonych eksperymentach skłania ku ciekawym wnioskom na temat struktury rzeczywistości. Na głębszych poziomach ochotnicy kilku projektów badawczych TMI, docierali do rdzenia swojej ziemskiej egzystencji. Wyglądało to jak duży dysk, od którego wychodziły nitki zakończone sondami. Przy dokładnych oględzinach Dysku okazywało się, że jest on czymś w rodzaju zbiorowej świadomości istot zgodnych z pewnego typu profilem energetycznym. Sondy to po prostu zindywidualizowane grupy istot, niejako zanurzone w doświadczeniu Kreacji na różnym poziomie np. każdy człowiek jest sondą Dysku - posiadającą całkowicie unikalne cechy i wolną wolę. Z kolei Dysk jest sondą i częścią jeszcze większego Dysku, który z kolei jest sondą jeszcze większego i tak dalej. Im głębiej wchodzimy, tym lepiej uchwycić możemy, co od zarania praktyk szamańskich, mistycznych, duchowych, religijnych próbowano przekazać nam o Wyższej Jaźni, Opiekunach, Przewodnikach, Inspekach: wszyscy są istotami posiadającymi w podstawie tę samą esencję, która podtrzymuje wszystkie istoty żywe. Wszystko jest Jednością doświadczającą swojej nieskończonej różnorodności na wszystkie możliwe sposoby. My jesteśmy częścią tego samoorganizującego się gobelinu życia i nic ani nikt nie jest w stanie odebrać nam wolności i doświadczania błogostanu. Doświadczaniem rdzenia świadomości nieskończoności zajmuje się również ZEN, który trafnie definiuje to, co mam na myśli... mianowicie: rzeczy są jakie są, energia permanentnie krąży, czas nie istnieje, trawa jest zielona, niebo jest niebieskie. Wszystko dzieje się w jednym MOMENCIE zatopionym w samostwarzającym oceanie życia. Krzesło, drzewo, budynek to Jedność przebrana za krzesło, drzewo, budynek. Po oświeceniu nie zmienia się nic, jedynie postrzeganie wszystkiego z perspektywy nieskończoności, stąd powiedzenie: przed oświeceniem nosić drewno, po oświeceniu nosić drewno. W każdej czynności odnajdujemy zabawę Jedności z nami i nas z Jednością. ZEN polega na zatopieniu się w płynnym ruchu natury i zostawienie go bez zbędnego komentarza. Wewnętrzny spokój i samoistne doświadczanie Kreacji.